Oskarżenie równoznaczne z wyrokiem
Oskarżenie przeważnie było jednoznaczne z wyrokiem. Ktoś, komu postawiono zarzut - dajmy na to - sabotażu, po prostu nie miał się jak wykręcić. Zawsze znalazło się coś, co można było mu zarzucić - chociażby to, że dwa razy spóźnił się do pracy, co było ewidentnie dowodem tego, że na pracy mu nie zależało, co z kolei świadczyło, że nie dążył do rozwoju socjalizmu, co z kolei było równoznaczne z sabotażem właśnie i karane pozbawieniem wolności lub śmiercią. Jeżeli na kogoś dowodów nie znaleziono - to nic nie stalo na przeszkodzie, by je stworzyć. Podczas przesłuchiwań nieustannie stosowano tortury fizyczne i psychiczne. Każdy przyznawał się do wszystkiego, czego tylko od niego zażądano. I tak zabijano zwykłych ludzi, partyjnych, dowódców wojska... Stalin eliminował każdego, kto mógłby mu jakkolwiek - nawet w najmniejszym możliwym do wyobrażenia stopniu - zaszkodzić. Ludzi związanych z Leninen wybito niemalże co do nogi, jak i zresztą wszystkich ludzi, którzy w latach dwudziestych zajmowali znaczne pozycje i mieli wpływ na państwo. Stalin nie chciał pozostawiać przy życiu nikogo, kto to jemu właśnie nie zawdzięczał wyniesienia na wysokie pozycje w partii czy w NKWD.